Krucha potęga Piastów
Tego, co osiągnęli pierwsi Piastowie w kwestii chrześcijańskiej ideologii politycznej, korony, arcybiskupstwa i własnego świętego, nie można lekceważyć, ale ich państwo z góry było skazane na porażkę – mówi prof. dr hab. Adam Izdebski.
Początkom Polski przyglądał się interdyscyplinarny zespół naukowców pod kierunkiem prof. dr. hab. Adama Izdebskiego z Instytutu Studiów Zaawansowanych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. O wspólnych badaniach archeologów, ekologów, historyków i palinologów można przeczytać w artykule pt. "Unbalanced social–ecological acceleration led to state formation failure in early medieval Poland" opublikowanym przez prestiżowe czasopismo PNAS.
Państwo wyrosło z puszczy
Tereny między Bugiem a Łabą na przełomie IX i X w. porastała puszcza, taka jak ta, którą dziś możemy podziwiać w rezerwacie ścisłym w rejonie Białowieży. Była to gęsta północnoeuropejska dżungla, w której gdzieniegdzie istniały małe słowiańskie osady skupiające przeważnie od kilkunastu do kilkudziesięciu mieszkańców. Zajmowali się rolnictwem, ale też korzystali z puszczy: praktykowali zbieractwo i łowiectwo. Pod koniec IX w. pojawili się tam wikingowie, którzy pływając rzekami przeczesywali lasy i wyłapywali młodych ludzi i dzieci, których sprzedawali w niewolę do krajów islamskich.
fot. Mateusz Popek
Rzadko zaludniony teren zaczął się jeszcze przerzedzać, bo Skandynawowie porywali ludzi w wieku rozrodczym i bardzo słaba demografia zaczęła chwiać się jeszcze bardziej. Tak sytuację opisuje prof. Adam Izdebski: – Panuje dosyć anarchiczny i bardzo egalitarystyczny, równościowy wzorzec kulturowy. Małe społeczności nie mają stałych przywódców, uzgadniają różne rzeczy raczej przez wiecowy konsensus. Żyją prostym życiem. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego nie są członkiem globalnego świata, żyją sami sobie, są izolowani. I nagle w tym prostym świecie pojawia się opcja bogactwa i zorganizowana przemoc, które uruchamiają nowe procesy polityczne. Pojawiają się ludzie, którzy zakładają coś, co dziś nazywamy Polską.
Do dziś do końca nie wiadomo, czy byli to ludzie z zewnątrz, wikingowie lub ktoś z nimi związany, czy miejscowi, którzy stają się lokalną ekspozyturą systemu skandynawskiego. Ale na pewno w pewnym momencie zaczęli sobie zdawać sprawę, że aby przetrwać, trzeba zmienić model funkcjonowania społeczności słowiańskich.
Ci, których nazywamy Piastami, byli niezwykle innowacyjni – zauważa naukowiec z UMK. – Przestali jedynie wysyłać ludzi w niewolę, a zaczęli ich gromadzić w miejscu, w którym funkcjonowali, czyli w okolicy Gniezna i Poznania. Mało tego, przekonali lub zmusili tych ludzi, żeby na nich pracowali. To była wielka rewolucja.
Fundamentalna zmiana
W jej rezultacie bardzo szybko na stosunkowo ograniczonym obszarze uruchomił się "silnik zbożowy", produkcja rolna zupełnie innego typu, która pozwalała tworzyć trwałe struktury administracyjne, wojskowe, a później kościelne. Na przełomie IX i X w. ruszyła budowa większych fortyfikacji i pojawił się nowy wzorzec tego, co można robić. Nikt tu wcześniej nie myślał o tym, jak zorganizować i przekonać spokojnych ludzi, wiodących poukładane życie, żeby nagle zaczęli napadać na swoich sąsiadów. – Badania antropologiczne, ewolucyjne bardzo wyraźnie pokazują, że mamy biologicznie wbudowane dążenie do egalitaryzmu, poczucie sprawiedliwości, przekonanie, że trzeba mieć po równo, że wszyscy członkowie naszej wspólnoty muszą być traktowani tak samo i że chcemy decydować o własnym życiu – tłumaczy prof. Izdebski. – Przecież Słowianie mogli wykuć miecz, mieli takie umiejętności, tylko po co? Dlaczego nagle zamiast odpoczywać, zajmować się produkcją żywności, duchowością – czymkolwiek, co daje satysfakcję, mają spędzać czas wolny, waląc w siebie mieczami, ryzykując życie? Myślę, że to jest ta fundamentalna zmiana, gdy nasze izolowane tereny stają się nagle częścią brutalnego skandynawsko-islamskiego systemu handlowego.
Naukowiec tłumaczy, że Słowianie nie są jednorodni. Duży problem ma z nimi Cesarstwo Bizantyjskie. Gdy próbuje ich pokonać, potrafią się skrzyknąć, zorganizować coś, co dziś nazwalibyśmy partyzantką, ale potem znikają, nie mają stałego lidera, nie ma czego podbijać, nie ma z kim rozmawiać. – Badania antropologii ewolucyjnej i kulturowej pokazują, że bycie liderem w takich kulturach jest bardzo niebezpieczne – mówi naukowiec z UMK. – Jeżeli społeczność zaczyna podejrzewać, że ktoś będzie chciał skorzystać z władzy, po prostu go zabija, bo jest zagrożeniem dla wolności innych. Z tego punktu widzenia ciekawym przypadkiem są Słowianie połabscy. W kontakcie z saksońskimi Niemcami potrafią się zjednoczyć i przeciwstawić próbie podboju, kolonizacji, ale nie tworzą państwa, bo obronili się sami i mieli mechanizm powstrzymywania liderów przed staniem się trwałymi, przemocowymi władcami.
PNAS
Sytuacja państwa Polan jest inna, bo tutaj pojawia się grupa siłowych liderów, nazwana potem Piastami. Utrzymują się przy władzy, podbijają nowe terytoria, są bardzo brutalni, organizują przesiedlenia. – Nie wiemy do końca, jak wyglądał ich system gospodarczy, ale badania archeologiczne pokazują, że najprawdopodobniej powstają latyfundia oparte na niewolnictwie – mówi prof. Izdebski. – Myślę, że większość ludzi nie uczestniczyła w ówczesnym "projekcie Polska" z dobrej woli. I gdy w latach 30. XI w. słabnie lub zanika zorganizowana przemoc państwowa, cała struktura administracyjna się rozpada, ludzie odchodzą.
Polska Piastów potrzebuje kalorii i pieniędzy. Drużynę trzeba nakarmić i opłacić, ale pojawia się problem, który ostatecznie doprowadza ten projekt do upadku. To jest historia sukcesu, w który wpisana była katastrofa. – Z jednej strony Piastowie tworzą "silnik zbożowy", czyli zaczynają kształtować w Wielkopolsce system gospodarczy nastawiony na produkcję zboża – wyjaśnia naukowiec z Instytutu Studiów Zaawansowanych. – Zboże można łatwo przechowywać, transportować i – co równie ważne – można je ludziom łatwo zabrać. Władcy potrzebują wyżywić coraz więcej ludzi, ale w Wielkopolsce osiągają sufit. Mówimy o systemie rolniczym opartym na 30-40 tys. ludzi. Oni są w stanie wyprodukować nadwyżkę żywności dla 3-5 tys. osób. Resztę trzeba zdobyć z innych źródeł. Piastowie zaczynają potrzebować Śląska, Małopolski, Czech, miejsc, gdzie istnieje większa produkcja zbożowa. Ale te tereny są mocno izolowane od Wielkopolski gęstą puszczą, często niespławnymi rzekami, przez co transport staje się trudny.
Srebro daje prestiż
Z drugiej strony Polska Piastów potrzebuje pieniędzy. Ludzie, którzy mają iść na wojnę i zabijać, muszą mieć motywację. Jest nią chęć gromadzenia majątku i prestiżu, czyli mówiąc wprost – srebra. Żeby je zdobyć, znów trzeba sprzedawać niewolników. Zaczynają się wyprawy łupieżcze, by zdobyć jedzenie i pieniądze.
Zamiast powoli rozwijać rdzeń w Wielkopolsce, Piastowie ruszają na podboje w każdym możliwym kierunku: od Kijowa po Łabę – mówi prof. Izdebski. – To młode państwo, ten model musi się nieustannie w szaleńczym tempie rozwijać. A tereny do podbicia szybko się kurczą. Węgry są zbyt mocne, podobnie jak saksońskie Niemcy, i powoli ten pierścień się zamyka.
W pustce, pośród wielkopolskiej puszczy tworzy się imperium, które trudno zintegrować. Jest rozciągnięte przestrzennie i słabo skomunikowane. I ma jeszcze jeden słaby punkt: opiera się na tym, co produkuje Wielkopolska. Uderzenie w nią niszczy cały system, co pokazał najazd na Polskę czeskiego księcia Brzetysława. Piastowie widzą ten problem. Chrzest i tworzenie hierarchii kościelnej jest próbą integracji nowego imperium. Ale tempo integracji nie dorównywało tempu ekspansji.
fot. Andrzej Romański
Zmiany obserwowane w Wielkopolsce mają swoje odzwierciedlenie w analizach pyłków roślin z osadów Jeziora Lednickiego i torfowiska w Kazaniu, które pokazują, że około początków X w. krajobraz uległ gwałtownym przekształceniom. – Z rdzeni jeziornych możemy pobierać próbki osadów dokumentujące regularne odcinki czasu – tłumaczy prof. Izdebski. – W naszych badaniach staramy się widzieć krajobraz co 15-20 lat i obserwujemy, że on bardzo szybko, niemal z próbki na próbkę, czyli w czasie mniej niż jednego pokolenia diametralnie się zmienia. Między Poznaniem a Gnieznem lasy są wycinane na dużą skalę i pojawia się dużo więcej upraw zbóż, przede wszystkim żyta.
Naukowcy zadają sobie pytanie, dlaczego państwo takie jak Piastów powstało akurat w Wielkopolsce, podczas gdy w wielu innych regionach związanych z skandynawsko-islamskim systemem handlowym, np. Grodach Czerwieńskich, czyli terenach na pograniczu dzisiejszej Polski i Ukrainy, to się nie wydarzyło. Jest to o tyle ciekawe, że po upadku pierwszych Piastów państwo odradza się w Małopolsce. – To świadczy o niestałości struktur wielkopolskich – tłumaczy prof. Izdebski. – Być może w Małopolsce historia rozwoju rolnictwa była bardziej liniowa, stopniowa. Być może struktura była budowana dłużej, bardziej stabilna i nadążała za państwem – potrzebujemy jednak badań paleoekologicznych, żeby to dopiero potwierdzić. Poza tym to nowe państwo nie ma już takich imperialnych ambicji. Jest spokojniejsze.
Nowa Polska
Zdaniem naukowca z UMK o tym, co się działo w Wielkopolsce, można myśleć jako o jednym z wielu efemerycznych wybuchów imperialnych. Imperium zanika, natomiast nowe, trwałe państwo polskie, które istnieje do 1795 r., zaczyna się w Krakowie, w połowie XI w. Nowy projekt polityczny chętnie sięga do poprzedniego, ponieważ przypisanie sobie wcześniejszych sukcesów i osiągnięć, choćby w kwestii samodzielności kościelnej i korony, jest po prostu opłacalne. – Państwo wczesnopiastowskie osiągnęło taki poziom, o którym warto powiedzieć "to nasze" – mówi prof. Izdebski. – Ale trudno jednoznacznie stwierdzić, na ile "to nasze" jest kreacją, a na ile rzeczywistością. Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę samą odległość między Poznaniem a Krakowem, właściwiej byłoby spojrzeć w ten sposób, że w Wielkopolsce coś się skończyło, a w Małopolsce zaczęło się coś nowego.
fot. Archidiecezja Gdańska
"Projekt krakowski" przypisuje sobie, że jest kontynuacją "projektu lednickiego", ale nie jest w stanie ukryć, że to pierwsze przedsięwzięcie ponosi totalną katastrofę. – Chce o sobie powiedzieć: "my od Chrobrego" – wyjaśnia prof. Izdebski. – Chrześcijańska ideologia polityczna, korona, arcybiskupstwo i własny męczennik, czyli św. Wojciech, to kapitał, którego nikt nie może zlekceważyć. Czesi próbują go sobie przypisać, więc trwa swoista przepychanka między Polską a Czechami o św. Wojciecha. A ponieważ św. Wojciech to Gniezno, to będąc stolicą, Kraków ma wciąż taki impostor syndrome (zjawisko psychologiczne, w którym osoba – mimo obiektywnych sukcesów i dowodów kompetencji – nie wierzy w swoje umiejętności i przypisuje osiągnięcia szczęściu, przypadkowi lub innym ludziom – red.), z którego bierze się św. Stanisław. Małopolska próbuje w XIII w. budować własną legendę i biskup Stanisław, który np. dla Galla Anonima jest antypaństwowcem, nagle staje się postacią pozytywną.
Badania archeologiczne pokazują, że po najeździe Brzetysława nie wszystkie grody i wioski w Wielkopolsce przestają istnieć. – W analizach krajobrazowych widać destabilizację, widać, że silnik zbożowy zanika – tłumaczy prof. Izdebski. – Sytuacja nie wraca do stanu sprzed pierwszych Piastów (rodziców i dziadków Mieszka I). Obrazowo możemy powiedzieć, że do czasów Bolesława Chrobrego osiągnęliśmy wzrost gospodarczy na poziomie 100 proc., a później połowę tego wzrostu tracimy. Wielkopolska się powoli odbudowuje, ale trwa to około 200 lat, do czasów Kazimierza Wielkiego.
Portal informacyjny






Nauki przyrodnicze
Humanistyka i sztuka
Humanistyka i sztuka