Dr Marcin Drewek z Wydziału Prawa i Administracji UMK trzyma w ręku książkę "Prawo umów handlowych" Nauki społeczne

Promocja doktorska. Droga na prawo

— Marcin Behrendt
udostępnij na facebook udostępnij na twitterze udostępnij na linkedin wyślij mailem wydrukuj
Dr Marcin Drewek z Wydziału Prawa i Administracji UMK
fot. Andrzej Romański

- Firmy energetyczne kuszą większymi pieniędzmi, ale to uczelnia sprawia, że moja praca zawodowa stymuluje mój rozwój. Daje też możliwość współpracy z wieloma wybitnymi naukowcami. To jest po prostu pasja badawcza – mówi Marcin Drewek, jeden z nowo promowanych doktorów.

Tegoroczne promocje doktorskie, ze względu na sytuację pandemiczną w kraju, niestety nie mogą odbyć się w tradycyjnej, uroczystej oprawie. Dlatego też postanowiliśmy przybliżyć społeczności akademickiej część sylwetek nowo promowanych doktorów.

Niewiele brakowało, a dr. Drewka studenci mogliby oglądać na deskach teatru lub na szklanym ekranie, a nie za katedrą na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Młody naukowiec zdawał egzaminy do szkoły teatralnej, a z rywalizacji odpadł w końcowej fazie rekrutacji. Tłumaczy, że większość niedoszłych aktorów wybiera w zastępstwie polonistykę lub prawo, więc i on poszedł tą drogą. Dodaje, że umiejętności aktorskie w amerykańskim systemie prawnym często są równie ważne jak wiedza merytoryczna, choć i w Polsce bywają użyteczne.

Pozwolę sobie zacytować śp. prof. Mariana Filara, który często opowiadał anegdotę, że aplikował zarówno na Uniwersytet Śląski, jak i na UMK. Uniwersytet Śląski go nie przyjął, a UMK tak i - jak mówił - kto popełnił błąd, nie wiem do tej pory – wspomina dr Drewek. - W moim przypadku było podobnie, ale ostatecznie nie zamieniłbym obecnie prawa na aktorstwo.

Naukowiec twierdzi, że wybierając kierunek studiów, nie wiedział, na czym tak naprawdę prawo polega. Ale tak mu się spodobało, m.in. dzięki ciekawym wykładowcom, z którymi spotykał się na poszczególnych latach studiów, że marzenia teatralne zeszły na dalszy plan, chociaż nigdy nie umarły i zaprowadziły dr. Drewka do Teatru Studenckiego "Perpetuum Mobile".

dr Marcin Drewek w Teatrze Studenckim "Perpetuum Mobile"
Dr Marcin Drewek w Teatrze Studenckim "Perpetuum Mobile"
fot. Andrzej Romański

Początkowo widział się w roli praktyka, ale później zmienił plany. – Mój promotor prof. dr hab. Mirosław Bączyk, z którym mam przyjemność współpracować do tej pory, otoczył mnie dużą opieką, bardzo pomógł, jeśli chodzi o merytorykę i zaszczepił we mnie pasję do teorii prawa – mówi dr Drewek. – Dlatego wybrałem nieco trudniejszy, ambitniejszy temat pracy magisterskiej, dotyczący klauzul salwatoryjnych w prawie polskim. To jest konstrukcja amerykańska przetransponowana do polskiego systemu prawnego. Mówiąc w dużym uproszczeniu, chodzi w niej o to, że jeżeli jakieś postanowienia umowy okażą się nieważne, nie powoduje to nieważności pozostałych postanowień tej umowy.

Co ma prawo do wiatraka?

Ambicja się opłaciła, bo autor zajął pierwsze miejsce w Konkursie im. prof. Jana Białocerkiewicza na najlepsze prace magisterskie napisane na Wydziale Prawa i Administracji UMK, co otworzyło mu furtkę do zatrudnienia na toruńskiej uczelni. Prof. Bączyk zaproponował ówczesnemu mgr. Drewkowi, by w rozprawie doktorskiej przyjrzał się pionierskiemu orzeczeniu Sądu Najwyższego z 2012 r. dotyczącemu elektrowni wiatrowych.

Przyznam, że początkowo temat wydał mi się mało ciekawy, ale z czasem się w niego wciągnąłem, a w niedalekiej przyszłości okazało się, że energia odnawialna i wszystkie aspekty z nią związane stały się dziedziną na topie – mówi prawnik. - I znowu dzięki pomocy promotora wybór okazał się strzałem w dziesiątkę i zacząłem zbierać materiały do pracy doktorskiej "Umowa o korzystanie z nieruchomości w związku inwestycją wiatrową".

Chociaż w Polsce wiatraki wyrastają jak grzyby po deszczu, do tej pory nie ma ścisłych regulacji w tej kwestii. Sąd Najwyższy wskazał, żeby do umów o korzystanie z nieruchomości stosować odpowiednio przepisy o dzierżawie, ale prof. Bączyk zachęcił naukowca do badań prawno-porównawczych w tym temacie. - Przeszukałem prawo polskie, amerykańskie, niemieckie i chińskie – tłumaczy Drewek. - W chińskim okazało się, że tamtejszy ustrój powoduje, że jeśli jest decyzja władz o budowie elektrowni wiatrowej, to staje się ona podstawą realizacji inwestycji, a umowa ma drugorzędne znaczenie. Natomiast Amerykanie i Niemcy mają bardzo podobne konstrukcje prawne. Gdyby umowy z ich systemów prawnych przełożyć w uproszczeniu na nasz, mielibyśmy do czynienia nie z typową umową dzierżawy, tylko z połączeniem dzierżawy i leasingu. Wynika to przede wszystkim z odmiennego sposobu uregulowania konstrukcji pożytku.

dr Marcin Drewek z Wydziału Prawa i Administracji UMK
dr Marcin Drewek z Wydziału Prawa i Administracji UMK
fot. Andrzej Romański

W polskim obrocie prawnym w zakresie lądowych elektrowni wiatrowych funkcjonują różne umowy, między innymi najmu, dzierżawy i leasingu. W przypadku najmu dostaję rzecz, mogę z niej korzystać, ale nie mogę pobierać pożytku, a przy dzierżawie mogę zarówno używać rzecz, jak i pobierać pożytki. Dlatego mamy np. najem mieszkania, ale dzierżawę nieruchomości rolnych. W pewnym uproszczeniu w prawie amerykańskim pożytkiem może być wszystko, nawet promieniowanie magnetyczne, ale w polskim – pożytkiem naturalnym jest tylko to, co jest płodem lub częścią składową rzeczy i ma charakter materialny. Dlatego powstał w judykaturze problem, czy jeśli ktoś wykorzystuje wiatr lub słońce do produkcji energii odnawialnej, to pobiera pożytek czy nie. W prawie polskim wiatr nie jest pożytkiem. Sąd Najwyższy stwierdził, że w tym ujęciu powinniśmy stosować umowy najmu, ale jednocześnie zaznaczył, że mamy do czynienia z sytuacją na tyle podobną do pobierania pożytku, że odpowiednio (czyli z modyfikacjami) powinno się stosować przepisy o dzierżawie.

Z kontraktem na "ty"

Na tym moglibyśmy poprzestać, ale badając te konstrukcje prawne, trzeba jeszcze spojrzeć na to, czym różni się dzierżawa od leasingu – wyjaśnia dr Drewek. - Nieco odmiennie niż w dzierżawie, w przypadku leasingu mamy do czynienia z bardzo dużą ochroną leasingodawcy, w tym sensie, że on tylko daje rzecz, a o resztę się nie martwi. A zatem poszczególne uprawnienia stron wyglądają nieco inaczej niż przy dzierżawie. Występujące w Polsce umowy były wzorowane na rozwiązaniach amerykańskich, które są podobne do naszej regulacji umowy. Dlatego w przypadku umów o korzystanie z nieruchomości w zakresie inwestycji w elektrownie wiatrowe mamy takie połączenie: przedmiot – umowa dzierżawa, prawa i obowiązki – umowa leasingu.

Sąd Najwyższy tego nie analizował, natomiast po przeprowadzonych przeze mnie badaniach rzeczywiście należałoby przyjąć, że u nas mamy do czynienia z modyfikacją dwóch umów: dzierżawy oraz leasingu. I właśnie taką konstrukcję zaproponowałem w mojej pracy doktorskiej.

Sposób implementacji (czyli przenoszenia) umów amerykańskich na grunt polski powinien wyglądać tak, że spotykają się prawnicy polscy i amerykańscy, dyskutują i wypracowują wspólne rozwiązania. I duże kancelarie prawne tak robią. Niestety większość przedsiębiorców, którzy wcześniej budowali elektrownie wiatrowe w Polsce, zatrudniała tłumacza przysięgłego języka angielskiego, który świetnie tłumaczył umowę amerykańską na język polski, ale niestety pomijał różnice w systemach prawnych (zresztą skąd miał wiedzieć o różnicach np. w definicji pożytku?) – Przez to teraz mamy sporo błędów jurydycznych w tych umowach, co też w doktoracie ująłem – mówi dr Drewek. – Dlatego temat okazał się tak ciekawy, a dodatkowo można go odpowiednio zastosować także do innych działów energetyki odnawialnej, czym obecnie się zajmuję. Nie sposób nie wspomnieć, że przy moich obecnych badaniach pomocne były nie tylko uwagi promotora, ale także recenzentów: prof. dr. hab. Przemysława Drapały oraz prof. dr. hab. Konrada Osajdy.

Dzięki swoim badaniom zamieszczonym w rozprawie doktorskiej dr Drewek zajął drugie miejsce (ex aequo z dr. Jarosławem Kolą z UAM) w prestiżowym Konkursie "Przeglądu Ustawodawstwa Gospodarczego" na najlepszą rozprawę doktorską w edycji 2020/2021.

Zamiłowanie do prawa kontraktowego, czyli prawa umów nie opuściło naukowca. Prawo zobowiązań i prawo rzeczowe to podstawowe kierunki jego badań. Drugą dziedziną z kręgu jego zainteresowań jest prawo energii odnawialnej i prawo energetyczne. - Dzięki uprzejmości i pomocy władz wydziału udało mi się stworzyć nowy przedmiot dotyczący prawa energii odnawialnej, jeden z pierwszych w Polsce i pierwszy na UMK – cieszy się dr Drewek. - Poza tym analizuję kwestie związane z bankowością, bo to również wiąże się z umowami. Jeśli miałbym uszeregować moje obecne zainteresowania badawcze, to wyglądałoby to tak: umowy, energetyka, inwestycje.

Symulacja rozprawy sądowej podczas Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki w 2018 r.
Symulacja rozprawy sądowej podczas Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki w 2018 r.
fot. Andrzej Romański

Habilitacja pod prądem

Dr Drewek zdecydowanie bardziej wiąże swoją przyszłość z teorią i nauką, niż z praktyką. Energia odnawialna jest obecnie gorącym tematem i chce jak najbardziej to wykorzystać, zdobywając granty i organizując konferencje naukowe. - Razem ze Studenckim Kołem Naukowym Prawa Energetycznego "on/off" nawiązujemy współpracę z przedsiębiorcami, którzy chcą inwestować w nowe dziedziny – mówi prawnik. - To się wszystko rozwija i miejmy nadzieję, że ustawodawca dostrzeże potrzebę, żeby prawo, które mamy, wyszło poza regulacje publiczne i zajęło się też tymi kontraktowymi. Powoli myślę też nad pracą habilitacyjną o międzynarodowej sprzedaży energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, czyli umowach Power Purchase Agreement for Renewable Energy.

W wolnym czasie Drewek pomaga prawnie spółce medycznej zajmującej się osobami obłożnie chorymi, które nie muszą leżeć w szpitalu, bo nie ma zagrożenia ich zdrowia i życia, ale są przykute do łóżek. - Większość tych osób nie ma pieniędzy, ale wiele zabiegów można sfinansować z NFZ, tylko trzeba wiedzieć, jak to zrobić i przygotować odpowiednie dokumenty – tłumaczy prawnik. - Jest wielu potrzebujących, a znaleźć lekarza czy personel pielęgniarski, który będzie dojeżdżał do chorych, szczególnie w czasie pandemii Covid-19, jest niezwykle trudno. Są pomysły, by ściągnąć medyków z Ukrainy i też badam, jak wygląda to w obecnym stanie prawnym. Myślę, że istotą prawa jest także przynajmniej częściowa działalność pro bono. Ostatecznie więcej radości jest w dawaniu, niż braniu – podkreśla prawnik.

Zasady udostępniania treści
udostępnij na facebook udostępnij na twitterze udostępnij na linkedin wyślij mailem wydrukuj

Powiązane artykuły

Promocje doktorskie

Promocja doktorska. Matematyk z pasją


OZE na ratunek niszczonej planecie

Artykuł zawiera galerię Artykuł zawiera film Artykuł zawiera podcast

Promocja doktorska. Praca tkana na miarę


Na stronach internetowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika są stosowane pliki „cookies” zgodnie z Polityką prywatności.
Ustawienia zaawansowane
Na stronach internetowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika są stosowane pliki „cookies” zgodnie z Polityką prywatności. Stosowane przez nas ciasteczka służą wyłącznie do poprawienia funkcjonalności strony. Zbierane dane są przetwarzane w sposób zanonimizowany i służą do budowania analiz i statystyk, na podstawie których będziemy mogli dostosować sposób prezentowanych treści do ogólnych potrzeb użytkowników oraz podnosić ich jakość. W tym celu korzystamy z narzędzi Google Analytics, CUX i Facebook Pixel. Poniżej możliwość włączenia/wyłączenia poszczególnych z nich.
  włącz/wyłącz
Google Analitics

Korzystamy z narzędzia analitycznego Google Analytics, które umożliwia zbieranie informacji na temat korzystania ze stron Portalu (wyświetlane podstrony, ścieżki nawigacji pomiędzy stronami, czas korzystania z Portalu)

CUX

Korzystamy z narzędzia analitycznego CUX, które pozwala na rejestrowanie odwiedzin na stronach Portalu.

Facebook Pixel

Korzystamy z narzędzia marketingowego Facebook Pixel, które umożliwia gromadzenie informacji na temat korzystania z Portalu w zakresie przeglądanych stron.